Chodzi艂em tam na grzyby...

  Dziwna sprawa. Niby spokojne, sierpniowe popo艂udnie. Godzina mo偶e szesnasta. Siedzimy w kuchni i rozmawiamy o przys艂owiowej ''d... Maryny''. I tu nagle wpad艂a w ucho taka historia. 


 -Kiedy艣 tutaj... to wszystko by艂o inaczej - starszy Pan zamy艣li艂 si臋 na par臋 chwil. - To nie wygl膮da艂o tak jak teraz. 

-Kiedy艣, to znaczy kiedy? - wzruszy艂em ramionami. 

-Przed wojn膮. 

-Ale pan przecie偶 tego nie mo偶e pami臋ta膰. Urodzi艂 si臋 pan po wojnie. 

-Id藕 do mojej siostry i zapytaj wi臋c - obruszy艂 si臋 Pan. 

 Siostra urodzi艂a si臋 w 1941, wi臋c te偶 raczej tych czas贸w nie pami臋ta. Co najwy偶ej z opowiada艅. 

-Tam gdzie chodzisz na spacery nie by艂o kiedy艣 takich las贸w - kontynuuje Pan. - Teraz wszystko zaros艂o... Nie by艂o tych krzak贸w... 

-O kt贸rych lasach pan dok艂adnie m贸wi? 

-Jakby艣 szed艂 t膮 drog膮 ze wsi w stron臋 krzy偶a. Mijasz krzy偶, wchodzisz w las, i idziesz jeszcze kawa艂ek...

-Tam gdzie jest ta woda ca艂y czas? - chce si臋 upewni膰. 

-Tak, tam! W艂a艣nie tam... Kiedy艣 tam by艂 dom rodzinny. Mieszka艂o tam ma艂偶e艅stwo z tr贸jk膮 dzieci...

 Musz臋 sobie przypomnie膰 to miejsce. Znam je faktycznie, jesieni膮 chodz臋 tam w niedzielne poranki na grzyby. Ale nie pami臋tam 偶adnych ruin czy pozosta艂o艣ci po wspominanym domu. 

-...i 偶yli sobie spokojnie jak przykazano - opowiada mi dalej Pan. Wstawi艂 wod臋 w czajniku. Chyba b臋dziemy pi膰 p贸藕no popo艂udniow膮 kaw臋.  - A偶 pewnego razu przyszli te zb贸je...

-Jakie zb贸je? - przerywam. Zaintrygowa艂a mnie ta opowie艣膰. 

-Tu z s膮siedniej wsi! Takie rozb贸jniki by艂y, 偶e nawet w dzie艅 napadali na ludzi!... Przyszli kt贸rego艣 wieczoru i wymordowali ca艂膮 rodzin臋! Tylko jedna, najstarsza c贸rka si臋 uchowa艂a, bo by艂a wtedy tutaj we wsi u kole偶anki... A tamci przyszli, zamordowali, ukradli co si臋 da艂o i podpalili dom... 

-I co by艂o p贸藕niej? Z艂apali ich? 

-A sk膮d! To nie by艂y te czasy co teraz! 

-To kiedy to by艂o?

-Przed wojn膮 jeszcze. Ojciec mi opowiada艂 o tym... Tamta dziewczyna co prze偶y艂a wyjecha艂a do innej miasta. Zabra艂a co mog艂a i co zosta艂o, a czego nie mia艂a to dosta艂a od dobrych ludzi. Podobno d艂ugo chodzi艂a po tamtych zgliszczach... 

-To by艂y dziwne czasy - a偶 mn膮 wstrz膮sn臋艂o. Nie codziennie s艂yszy si臋 takie historie. - Szkoda, 偶e nic tam nie zosta艂o po tamtym domu. 

-Jakby艣 dobrze poszuka艂 to znalaz艂by艣 fundamenty. Ale po co tam chodzi膰 i szuka膰? Nale偶y da膰 spok贸j zmar艂ym... Jeszcze by艣 co zobaczy艂...

-Co zobaczy艂? - by艂em tam tyle razy i nigdy nic nie widzia艂em. Raz mnie kleszcze prze atakowa艂y tylko. 

 Pan machn膮艂 r臋k膮. 

-Chcesz to p贸jd臋 tam kiedy z tob膮 - odezwa艂 si臋 po chwili.

-Za nied艂ugo jesie艅, fajnie si臋 b臋dzie tam przej艣膰... 

-Ale p贸jdziemy w dzie艅, nie mam zamiaru si臋 tam w艂贸czy膰 po nocy...

-Ja te偶 nie - zar臋czam. Tylko raz by艂em w tych lasach p贸藕nym wieczorem, i to nie tak daleko. Zbiera艂em szyszki i li艣cie ko艂o Stra偶nicy. 

 艢wie偶o zalany wod膮 kubek z kaw膮 stan膮艂 przede mn膮.

-No to jeste艣my um贸wieni. 





Komentarze

Popularne posty