Czwarty Sektor, Cz.17
艢wit nad Bornem Sulinowem nie przyni贸s艂 s艂o艅ca, jedynie zmian臋 odcienia szaro艣ci. G臋sta, ci臋偶ka mg艂a snu艂a si臋 mi臋dzy sosnami niczym brudna wata, po艂ykaj膮c d藕wi臋ki i kontury. Zatrzymali pick-upa na starej, dziurawej drodze z betonowych p艂yt, kilka kilometr贸w przed oficjaln膮 granic膮 Sektora Czwartego. Dalej nie mogli jecha膰. Nawet z wy艂膮czonymi telefonami, elektronika wozu mog艂a okaza膰 si臋 zbyt du偶ym ryzykiem, gdyby zbli偶yli si臋 do serca terytorium mutanta. Wyszli na zewn膮trz w absolutnym milczeniu. Byli ubrani w grube, gumowe kombinezony i wulkanizowane os艂ony, kt贸re Robert w nocy wyci膮艂 ze starych opon znalezionych w piwnicy Tomka – jedyn膮 barier臋, kt贸ra mog艂a ich uchroni膰 przed 偶r膮cym kwasem. W plecakach nie艣li maski przeciwgazowe, worki z wapnem rolniczym i liny. Pawe艂 czu艂 si臋 nie jak le艣nik, a jak likwidator wchodz膮cy do strefy ska偶enia biologicznego. Zrobili pierwszy krok w las. Ziemia pod ich butami nie by艂a mi臋kka i spr臋偶ysta jak w Bieszczadach. By...






