Kto przeżył, kto zyskał?

 Czarna Śmierć zabrała Europie połowę ludności, w niektórych miastach nawet więcej. Była tragedią, która zmieniła oblicze kontynentu na wieki. Ale jak to często bywa, historia nie kończy się na żałobie. Wśród pustych domów, opuszczonych pól i ciszy pośród dzwonów pogrzebowych narodził się nowy świat, w którym ocaleni zaczęli żyć inaczej niż ich rodzice.


 Kronikarze epoki, od Giovanniego Boccaccia we Florencji po Agnolo di Turę z Sieny, pisali o pustych ulicach, w których nagle słychać było ciszę zamiast wrzawy. Boccaccio opisywał, że kto miał szczęście przeżyć, ten często stawał się właścicielem kilku domów naraz, bo całe rodziny wymierały i zostawiały po sobie majątki. Agnolo di Tura, który sam pochował własne dzieci, notował, że ci którzy pozostali przy życiu, żyli potem „bogato i wystawnie, bo domy, grunty i rzeczy były ich, gdyż nikt nie pozostał, aby je przejąć”.


 Widać tu paradoks, który przewija się przez wiele kronik. Epidemia zabiła miliony, ale ci, którzy przeżyli, często nagle stali się zamożniejsi. W miastach oznaczało to więcej warsztatów i mieszkań do przejęcia, na wsiach więcej ziemi do uprawy. To, co wcześniej było przywilejem bogatych rodów, nagle trafiało w ręce zwykłych ludzi. W Anglii i we Francji chłopi mogli wybierać, u którego pana będą pracować, bo brakowało rąk do pracy. Wzrosły płace, a wielu dawnych poddanych mogło wreszcie wyjść z cienia feudalnej zależności.


 Nie znaczy to, że wszędzie było tak samo. W niektórych regionach, jak w Niemczech czy we Włoszech, próbowano przywrócić dawny porządek, wydając prawa ograniczające swobodę chłopów i zamrażające płace. Ale praktyka szybko weryfikowała takie przepisy. Kiedy na polach i w warsztatach brakowało ludzi, każdy robotnik stawał się cenny. Kronikarze angielscy pisali, że „żaden człowiek nie chciał służyć innemu za niską opłatą, bo lepiej było siedzieć bezczynnie w domu niż pracować za darmo”.


 Na tym tle wyrastają pierwsze oznaki późniejszego przewrotu społecznego. Niektórzy historycy mówią, że zaraza przyspieszyła koniec systemu feudalnego w Europie Zachodniej. Skoro chłopi zaczęli dyktować warunki, panowie tracili dotychczasową władzę. To prowadziło do buntów, takich jak powstanie chłopskie w Anglii w 1381 roku, gdzie hasła o sprawiedliwości społecznej splatały się z pamięcią o zarazie i jej skutkach.


 Kto jeszcze zyskał? Z pewnością ci, którzy potrafili wykorzystać okazję handlową. Choć przez pierwsze lata zaraza zatrzymała szlaki kupieckie, z czasem nowe bogactwo i brak konkurencji otworzyły drogę do awansu dla rodzin mieszczańskich. W miastach włoskich, takich jak Florencja czy Wenecja, właśnie w drugiej połowie XIV wieku wyrastają nowe rody kupieckie, które kilka dekad później będą patronami renesansowej sztuki.


 Nie wszyscy jednak odczuwali ulgę. Dla wielu duchownych zaraza była ciosem w autorytet Kościoła. Skoro modlitwy, procesje i błagania nie zatrzymywały śmierci, zwykli ludzie zaczęli patrzeć na duchowieństwo z większą podejrzliwością. To, co wcześniej było oczywistym fundamentem, zostało nadwątlone. W kronikach francuskich i niemieckich można znaleźć skargi, że księża uciekali z miast, by ratować własne życie, podczas gdy wierni pozostawali bez sakramentów. W tym sensie zaraza stała się początkiem przemian, które wieki później doprowadzą do reformacji.


 Zyskała natomiast sztuka. Brzmi to brutalnie, ale to właśnie w cieniu zarazy narodziły się nowe formy wyrazu. Danse macabre, obrazy śmierci i odrodzenia, pieśni o ulotności życia – wszystko to wyrosło na gruncie doświadczenia zarazy. Była to forma oswajania strachu, ale też przypomnienie, że skoro świat może runąć w jednej chwili, trzeba uchwycić jego piękno tu i teraz.



 Można więc powiedzieć, że kto przeżył, ten zyskał, choć często była to cena okrutna. Majątki i ziemie przechodziły w ręce ocalałych, chłopi uzyskiwali większą wolność, mieszczaństwo budowało nowe fortuny. Ale prawdziwym zyskiem była zmiana świadomości. Czarna Śmierć nauczyła ludzi, że życie jest kruche i że porządek społeczny, który wydawał się nienaruszalny, może rozsypać się w ciągu kilku miesięcy.


 Kronikarz Agnolo di Tura pisał, że po zarazie ludzie „cieszyli się światem bardziej niż przedtem, jakby chcieli nadrobić stracony czas”. I w tym jednym zdaniu zawiera się chyba największa prawda o tamtej epoce. Ci, którzy przeżyli, zyskali nie tylko domy, pola i warsztaty, ale także świadomość, że każde jutro jest niepewne. I że dlatego warto żyć pełniej, odważniej i inaczej niż dotąd.

Komentarze

Popularne posty