Zimowa orkiestra cudaków, świętych i duchów. Europa i jej niezwykli bohaterowie grudniowych nocy
Grudzień wcale nie jest tak cichy, jak próbują nam wmówić kartki świąteczne. Wystarczy zajrzeć w zakamarki europejskich tradycji, by odkryć, że nocami wędrują tam przeróżne postacie. Jedne przynoszą prezenty. Inne grożą rózgą. Jeszcze inne pilnują, by ludzie pamiętali o porządku i o szacunku wobec tradycji. Każdy zakątek kontynentu ma swoje zimowe duchy i bohaterów, i często są oni znacznie dziwniejsi, niż moglibyśmy się spodziewać.
Święty Mikołaj i jego wiele twarzy
Choć mogłoby się wydawać, że wszędzie wygląda tak samo, święty Mikołaj przybiera różne formy. W Holandii nazywają go Sinterklaasem. Przybywa statkiem z Hiszpanii, a towarzyszy mu orszak, który rozdaje dzieciom słodycze. W Belgii bywa poważniejszy i bardziej skupiony. W Niemczech pojawia się jako Nikolaus, często w towarzystwie pomocnika, który ma pilnować grzeczności. Każda z tych wersji ma wspólne korzenie, ale wszystkie rozwijały się w swoim rytmie. Europa uczyniła z Mikołaja postać jednocześnie znajomą i lokalną.
Gwiazdor z Polski i jego zachodnie odpowiedniki
Polski Gwiazdor to surowy krewny zachodnich darczyńców. W Wielkopolsce i na Kujawach nie przychodził, aby rozpieszczać. Przybywał raczej w roli sprawdzającego. Podobnie zachowywał się austriacki Knecht Ruprecht. Wchodził do domów ubrany w długą szatę i pytał dzieci o modlitwy. Miał powagę nauczyciela i temperament kogoś, kto pamięta jeszcze czasy, gdy święta były poważną próbą charakteru. W Europie Środkowej takich strażników moralności było więcej. Czasem byli łagodni, czasem bardzo wymagający, ale ich obecność zawsze miała charakter pouczenia.
Krampus i jego alpejskie procesje
Alpy mają swoich własnych bohaterów grudnia. Krampus jest jednym z nich. To postać o rogach i ogonie, która w wielu miasteczkach Austrii i Bawarii pojawia się w pierwszych dniach grudnia. Towarzyszy świętemu Mikołajowi, ale jego zadanie jest zupełnie inne niż rozdawanie prezentów. Krampus ma budzić respekt. Całe orszaki przebranych mieszkańców wędrują przez ulice, niosąc dzwonki, pochodnie i hałas, który rozprasza ciemność. Choć wygląda groźnie, jest przede wszystkim elementem ludowej dramaturgii. Grudzień w Alpach nigdy nie był miesiącem wyłącznie słodyczy.
Père Noël, Père Fouettard i francuskie dwugłosy
We Francji święta mają dwoje głównych bohaterów. Jeden przynosi prezenty. Drugi budzi niepokój. Père Noël jest elegancki, spokojny i łagodny. Père Fouettard natomiast przypomina postać wyjętą ze średniowiecznych przestrogowych opowieści. Strzegł dawnych zasad i miał pamiętać o występkach dzieci, które zbyt lekko traktowały obowiązki. Francuskie tradycje pokazują, że równowaga dobra i surowości była niegdyś uznawana za coś naturalnego.
Jólakötturinn z Islandii, czyli kot, który ocenia
Islandia zawsze miała własny sposób opowiadania o zimie. Tamtejsza mitologia stworzyła zwierzę, którego trudno nie zapamiętać. Jólakötturinn to gigantyczny kot, który krąży wokół domów w okresie świątecznym. Mówi się, że zagląda do okien i sprawdza, czy mieszkańcy mają na sobie nowe ubrania. Jeśli ktoś podchodzi do świąt niedbale, kot może okazać niezadowolenie, co według opowieści groziło nieszczęściem. W rzeczywistości ta legenda miała mobilizować ludzi do wspólnego przygotowywania darów i odzieży na zimę. Nawet w tak dziwacznej formie przemycała wartości wspólnotowe.
La Befana z Włoch i jej nocne wędrówki
Włochy również mają swoją świąteczną opiekunkę. La Befana przylatuje na miotle w nocy z piątego na szóstego stycznia. Nie ma nic wspólnego z czarownicą znaną z halloweenowych opowieści. Jej obecność jest bardziej melancholijna. Według legendy nie zdążyła dołączyć do Trzech Króli i do dziś przemierza świat, szukając Dzieciątka. Oznacza to, że odwiedza wszystkie dzieci i zostawia im prezenty w skarpetach zawieszonych przy kominku. Jej opowieść jest pełna tęsknoty, ale w tej tęsknocie kryje się łagodność.
Brytyjskie duchy, które lubią grudzień
W Wielkiej Brytanii opowieści o duchach są równie zimowe jak śnieg. Gdy w starych pubach skrzypią deski, a kominek zaczyna przygasać, Anglicy chętnie wracają do historii nawiedzonych domów i tajemniczych zjawisk. To tradycja tak silna, że nawet Charles Dickens oparł swoją najbardziej znaną opowieść na wigilijnych duchach, które uczą człowieka pokory i wrażliwości. W brytyjskich opowieściach duchy nie zawsze są straszne. Czasem są cierpliwe, czasem ironiczne, ale zawsze są obecne tam, gdzie człowiek potrzebuje refleksji.
Skandynawskie nisse i tomte
Na północy Europy świąteczne tradycje mają inny zapach i inny rytm. W Norwegii, Szwecji i Danii pojawiają się nisse i tomte. To małe istoty, które mieszkają na strychach i w stodołach. Czuwały nad gospodarstwami jeszcze zanim znano choinki. Ich charakter jest kapryśny. Potrafią pomóc, jeśli czują się szanowane, ale równie szybko mogą się obrazić. W Wigilię trzeba zostawić im talerz owsianki, aby nie poczuły się pominięte. Skandynawia traktuje je poważnie, choć jednocześnie z ogromną sympatią.
Dlaczego Europa ma tak wiele świątecznych bohaterów
Może dlatego, że zima zawsze była dla ludzi próbą. Aby ją oswoić, tworzono postacie, które miały nadawać sens temu, co ciemne i niepewne. Jedne straszyły. Inne chroniły. Kolejne uczyły pokory. Wszystkie odzwierciedlały emocje ludzi, którzy potrzebowali towarzystwa w najdłuższe noce roku.
Każda z tych postaci, nawet ta najbardziej fantastyczna, mówi coś prawdziwego o swoich twórcach. O ich lękach. O ich nadziejach. O ich potrzebie światła. Europa grudniowa jest pełna opowieści, które żyją równolegle do oficjalnych tradycji. Tworzą pejzaż emocji, który towarzyszy nam zawsze wtedy, gdy śnieg zaczyna skrzypieć, a wieczór zapada zbyt wcześnie. I może dzięki nim zima jest choć odrobinę mniej samotna.


.jpg)

.jpg)





Komentarze
Prześlij komentarz