Strachy domowe

 Styczniowe strachy domowe nie mia艂y rog贸w ani pazur贸w i nigdy nie stawa艂y na 艣rodku izby, bo ich si艂膮 nie by艂o objawienie, lecz obecno艣膰, ledwie wyczuwalna, jak zmiana ci艣nienia tu偶 przed 艣nie偶yc膮, co艣 co sprawia艂o, 偶e cz艂owiek nagle milk艂 i zaczyna艂 nas艂uchiwa膰, cho膰 sam nie wiedzia艂 dlaczego. Zima zamyka艂a ludzi w czterech 艣cianach, skraca艂a dzie艅, wyd艂u偶a艂a wieczory i sprawia艂a, 偶e dom przestawa艂 by膰 tylko schronieniem, a stawa艂 si臋 ca艂ym 艣wiatem, ze swoimi d藕wi臋kami, zapachami i cieniami, kt贸re wieczorem zaczyna艂y 偶y膰 w艂asnym 偶yciem.


 W styczniu dom oddycha艂 inaczej, drewno pracowa艂o pod wp艂ywem mrozu, belki trzaska艂y jakby kto艣 chodzi艂 po strychu, a piec wydawa艂 odg艂osy przypominaj膮ce westchnienia, i nikt rozs膮dny nie wierzy艂, 偶e to wy艂膮cznie fizyka. Dawniej takie d藕wi臋ki by艂y zaproszeniem dla wyobra藕ni, a wyobra藕nia nie lubi pustki, wi臋c wype艂nia艂a j膮 obecno艣ci膮 czego艣, co nie by艂o do ko艅ca widzialne ani nazwane. Strachy domowe nie potrzebowa艂y imion, wystarcza艂o wiedzie膰, 偶e s膮, 偶e mieszkaj膮 w k膮tach, pod progiem, za piecem, w miejscach, gdzie 艣wiat艂o lampy nie si臋ga艂o nawet w najlepszy wiecz贸r.


 To by艂y istoty ciszy, karmi膮ce si臋 chwil膮, w kt贸rej dom zasypia艂, ale jeszcze nie spa艂, gdy ogie艅 w palenisku przygasa艂, a rozmowy urywa艂y si臋 same z siebie, bo nikt nie chcia艂 by膰 tym, kt贸ry pierwszy wypowie s艂owo i zak艂贸ci ten dziwny spok贸j. W takich momentach 艂atwo by艂o uwierzy膰, 偶e w domu jest kto艣 jeszcze, kto艣 kto s艂ucha, obserwuje, sprawdza czy mieszka艅cy pami臋taj膮 o dawnych zasadach, o porz膮dku, o szacunku dla przestrzeni, kt贸ra daje schronienie. Strachy domowe nie atakowa艂y, one raczej przypomina艂y, 偶e dom to nie tylko 艣ciany i dach, ale co艣 starszego, co艣 co wymaga uwagi.



 Zim膮 granica mi臋dzy tym co wewn膮trz a tym co na zewn膮trz by艂a szczeg贸lnie cienka, bo mr贸z potrafi艂 przenika膰 nawet przez solidne drzwi, a wiatr wciska艂 si臋 w najmniejsze szczeliny, przynosz膮c ze sob膮 niepok贸j. Nic dziwnego, 偶e wierzono, i偶 razem z nim do 艣rodka w艣lizguj膮 si臋 drobne byty, zimne jak oddech nocy, kt贸re siadaj膮 na belkach, kryj膮 si臋 pod 艂awami i czekaj膮. Nie po to, by straszy膰, lecz by by膰 艣wiadkami, stra偶nikami codzienno艣ci, cichymi obserwatorami ludzkiego 偶ycia zamkni臋tego w zimowym kr臋gu.


 Styczniowe strachy domowe by艂y te偶 lustrem dla ludzkich l臋k贸w, bo gdy 艣wiat na zewn膮trz zamiera艂, wszystkie my艣li odbija艂y si臋 od 艣cian i wraca艂y wzmocnione, a ka偶dy cie艅 stawa艂 si臋 podejrzany. Mo偶e w艂a艣nie dlatego przetrwa艂y w opowie艣ciach tak d艂ugo, bo nie potrzebowa艂y spektakularnych historii, wystarcza艂 d艂ugi wiecz贸r, skrzypni臋cie pod艂ogi i to znajome uczucie, 偶e lepiej nie patrze膰 w ten jeden ciemny k膮t. W styczniu dom nadal je pami臋ta, nawet je艣li dzi艣 nazywamy je tylko d藕wi臋kami, przeci膮giem i wyobra藕ni膮, a one cierpliwie czekaj膮, a偶 zn贸w zapadnie cisza.

Komentarze

Popularne posty