Wielki Piątek: Dzień, w którym Ziemia wstrzymała oddech

 Jeśli Wielki Tydzień jest czasem przejścia, to Wielki Piątek jest jego najciemniejszym punktem, taką czarną dziurą na mapie roku. W wierzeniach naszych przodków był to jedyny dzień, w którym Bóg „nie patrzył na świat”, co otwierało szeroko drzwi dla wszystkiego, co nieludzkie, przeklęte i głodne.


Ziemia, której nie wolno dotknąć

 Wielki Piątek był dniem absolutnego tabu w pracach polowych. Wierzono, że ziemia jest wtedy „obolała” i „otwarta”. Każde wbicie łopaty, każde naruszenie darni było postrzegane jako zadawanie ran samej naturze. Ale za tym zakazem stał lęk przed czymś znacznie bardziej konkretnym.


 Istniało przekonanie, że w Wielki Piątek granica między światem żywych a krainą cieni praktycznie znika. Naruszenie ziemi mogło „obudzić” tych, którzy powinni spać, lub, co gorsza, pozwolić wyjść na powierzchnię bytom wegetującym w głębinach. Dlatego wieś w Wielki Piątek była martwa: nie rąbano drewna, nie prano uderzając kijankami o wodę, nie ruszano pługów. Każdy gwałtowny dźwięk mógł przyciągnąć uwagę sił, które w tym dniu czuły się bezkarne.


Godzina Męki i triumf czarownic

 Dla badaczy folkloru paranormalnego fascynujący jest wątek „aktywności magicznej” w Wielki Piątek. Wierzono, że to ulubiony czas czarownic i osób parających się czarną magią. Dlaczego? Ponieważ w dniu, w którym sacrum jest osłabione cierpieniem, profanum rośnie w siłę.


 To właśnie w Wielki Piątek miało dochodzić do najbardziej zuchwałych kradzieży „energii życiowej”. Wiedźmy miały podkradać się do obór, by odebrać krowom mleko, lub zakopywać pod progami sąsiadów przedmioty mające przynieść chorobę. Gospodarze, by temu przeciwdziałać, kreślili na drzwiach znaki ochronne poświęconą kredą lub sypali wokół obejścia krąg z maku. Wierzono, że demon lub czarownica nie przekroczą tej bariery, dopóki nie policzą wszystkich ziarenek.


Lustra, woda i martwe oczy

 Wielki Piątek był też dniem, w którym bacznie przyglądano się wodzie. W wielu regionach wierzono, że lustra wody w studniach stają się wtedy oknami do innego wymiaru. Jeśli ktoś nachylił się nad taflą w nieszczęśliwej godzinie, mógł zamiast własnego odbicia ujrzeć twarz kogoś, kto wkrótce umrze, lub postać „złego”, który z głębi wpatrywał się w świat żywych.


 W domach zasłaniano lustra płótnem. Nie robiono tego tylko z szacunku dla żałoby religijnej. Prawdziwy powód był mroczniejszy: obawiano się, że w dniu tak wielkiego zachwiania równowagi między światami, lustro może stać się pułapką dla duszy domownika lub portalem, przez który do izby wejdzie „cień”.


Pusty ołtarz, niemy świat

 Najbardziej wymownym symbolem wielkopiątkowej grozy jest cisza ołtarza. To jedyny dzień w roku, w którym w kościołach nie odprawia się mszy świętej. Dla naszych przodków ta liturgiczna wyrwa miała wymiar niemal fizyczny... Skoro nie ma ofiary, nie ma też ochrony. Pusty tabernakulum i obnażony ołtarz były sygnałem, że bariera oddzielająca nas od „tamtej strony” właśnie runęła.


 Wierzono, że w czasie, gdy kapłani nie odprawiają nabożeństw, nadprzyrodzony porządek zostaje zawieszony. To dlatego właśnie w Wielki Piątek lęk przed tym, co czai się w mroku, był największy. Skoro nawet w świątyniach panowała pustka, to gdzie człowiek mógł szukać ratunku przed siłami, które tej nocy postanowiły wyjść z cienia?



Noc upiorów

 Gdy zapadał zmrok w Wielki Piątek, wieś stawała się miejscem wyjętym spod prawa. To wtedy miały pojawiać się na rozstajach dróg tzw. „strzygonie” i „upiory”. Wierzono, że osoby zmarłe gwałtowną śmiercią lub te, które za życia miały „dwie dusze”, właśnie w tę noc wychodzą z grobów, by błąkać się po polach.


 Dźwięk kołatek, który zastępował dzwony, miał w nocy Wielkiego Piątku szczególnie złowrogi wydźwięk. Każdy trzask gałęzi, każde wycie psa interpretowano jako obecność kogoś, kto nie należy do tego świata. To była noc czuwania, nie tylko modlitewnego, ale czuwania pełnego pierwotnego strachu przed mrokiem, który w Wielki Piątek wydawał się gęstszy niż kiedykolwiek.


 Dziś Wielki Piątek to dla wielu po prostu dzień zadumy. Jednak pod warstwą tradycji wciąż tli się pamięć o tamtych czasach, gdy człowiek czuł na karku oddech nieznanego. To dzień, w którym przypominamy sobie, że świat nie kończy się na tym, co widzimy, a cisza potrafi być najbardziej przerażającym zjawiskiem.

Komentarze

Popularne posty