Nie patrz za długo w irlandzką mgłę

 Irlandia ma w sobie coś, co trudno nazwać inaczej niż pamięcią dawnych lęków. Tamtejszy krajobraz nie jest tylko zielony i malowniczy, on jest nasiąknięty historiami, które nigdy nie zostały do końca opowiedziane. Mgły snujące się nad torfowiskami, samotne drzewa na wzgórzach i stare kamienne murki wyglądają tak, jakby były świadkami czegoś, o czym człowiek wolałby nie wiedzieć za dużo. I może właśnie dlatego irlandzki folklor nie jest tylko zbiorem bajek, ale raczej cienką granicą między tym, co widzialne, a tym, co tylko czeka, żeby zostać zauważone.


 Najbardziej znane istoty, jak Leprechauny, wydają się niemal niewinne w porównaniu do reszty tego świata. Małe, chytre, ukrywające garnce złota, są jak figlarne echo dawnych wierzeń, które zostało oswojone przez kulturę i turystykę. Ale wystarczy zejść trochę głębiej w opowieści, by natrafić na coś znacznie mniej przyjemnego. Tam pojawia się Banshee, której płacz nie jest metaforą ani legendą dla dzieci, tylko zapowiedzią czegoś nieodwracalnego. W wielu irlandzkich rodzinach jeszcze do niedawna traktowano jej obecność całkiem poważnie, jakby śmierć miała swój własny głos i potrafiła go użyć, zanim nadejdzie.


 Są też historie mniej znane, bardziej niepokojące przez swoją niejednoznaczność. Fear Gorta, duch głodu, który nie straszy w tradycyjny sposób, ale pojawia się jako wyniszczony człowiek proszący o jedzenie. W niektórych opowieściach nagradza hojność, w innych zostawia po sobie coś znacznie gorszego niż brak zapasów. To jedna z tych postaci, które wydają się niemal ludzkie, a przez to jeszcze bardziej niepokojące, bo trudno powiedzieć, gdzie kończy się legenda, a zaczyna rzeczywistość.



 Jeszcze dziwniejsze są spotkania z czymś takim jak One Eyed Hare, jednooki zając, który pojawia się nagle i znika równie szybko, zostawiając po sobie wrażenie, że było się świadkiem czegoś, czego nie powinno się widzieć. W dawnych wierzeniach zwierzęta często były czymś więcej niż tylko zwierzętami. Były posłańcami, omenami albo formami przybieranymi przez coś, co nie chciało pokazać swojej prawdziwej natury. Zając z jednym okiem wydaje się dokładnie takim przypadkiem, czymś pomiędzy światem natury a czymś, co tylko go udaje.


 Irlandzki folklor jest pełen takich momentów, w których wszystko wydaje się znajome, a jednocześnie odrobinę przesunięte. Woda w jeziorze jest zbyt spokojna, las zbyt cichy, a wiatr niesie dźwięki, które brzmią jak coś więcej niż tylko szum liści. To właśnie w tych drobnych różnicach kryje się cały jego urok i niepokój jednocześnie. Nie ma tu wielkich potworów wychodzących z ciemności, jest raczej wrażenie, że coś stoi tuż obok i tylko czeka, aż odwrócisz wzrok.


 Może dlatego te opowieści przetrwały tak długo. Nie dlatego, że ludzie wierzyli w nie dosłownie, ale dlatego, że idealnie pasują do miejsca, z którego pochodzą. Irlandia wydaje się stworzona do tego, by takie historie w niej istniały. I nawet jeśli dziś traktujemy je jako folklor, coś w nas nadal reaguje, gdy słyszymy o płaczu Banshee albo o kimś, kto spotkał dziwnego zająca na pustej drodze o zmroku. Bo gdzieś głęboko pozostaje myśl, że niektóre legendy nie powstały z wyobraźni, tylko z doświadczenia, którego nie dało się inaczej wyjaśnić.

Komentarze

Popularne posty