Strażnicy Połonin: Kto patrzy, gdy myślisz, że jesteś sam?

 Większość turystów przyjeżdża w Bieszczady po widoki. Chcą zdobyć Tarnicę, zrobić zdjęcie na połoninie i wrócić do bezpiecznego pokoju z widokiem na góry. Ale Bieszczady mają też drugą twarz, która zaczyna się tam, gdzie kończy się wydeptany szlak, a zaczyna królestwo Strażników.


 W tych górach hierarchia jest jasna, choć rzadko wypowiedziana na głos. My, z naszymi kolorowymi kurtkami gore-tex i nawigacją w telefonie, jesteśmy tu zaledwie przechodniami. Prawdziwi gospodarze poruszają się bezszelestnie, ubrani w szarość świtu i brąz jesiennych liści.


Wzrok zza gęstwiny

 Znasz to uczucie? Idziesz pustym szlakiem, wiatr szeleści w suchych trawach, a nagle na karku czujesz dziwne mrowienie. To nie jest chłód. To atawistyczny lęk, który podpowiada ci, że właśnie zostałeś zauważony. W Bieszczadach rzadko to Ty widzisz wilka, najczęściej to wilk widzi Ciebie.


 Bieszczadzkie watahy to nie są bajkowe potwory, ale niesamowicie inteligentni obserwatorzy. Oni nie szukają zwady. Oni po prostu trzymają straż. Dla nich jesteś tylko kolejnym, nieco głośnym elementem krajobrazu, który trzeba odprowadzić wzrokiem do granicy ich terytorium. To poczucie bycia „pod nadzorem” sprawia, że bieszczadzka wędrówka ma w sobie coś z mistycyzmu. Tutaj las nie jest tłem, jest żywym organizmem.



Król w brunatnym futrze

 A potem jest On. Niedźwiedź. W Bieszczadach nie mówi się o nim jak o zwierzęciu, ale jak o personifikacji samej góry. Kiedy spotykasz na szlaku odcisk łapy wielkości talerza, nagle wszystkie Twoje codzienne problemy stają się śmiesznie małe.


 Spotkanie z „królem” to moment, w którym cywilizacja pęka jak sucha gałązka. Tu nie pomogą certyfikaty ani stan konta. Liczy się tylko pokora. Strażnicy Połonin nie potrzebują straży miejskiej ani monitoringu. Ich obecność jest wpisana w szum buków i zapach wilgotnej ziemi. To oni pilnują, by góry pozostały dzikie, by nie stały się tylko kolejnym lunaparkiem dla ludzi z miasta.


Przymierze z dziczą

 Bieszczadzka fauna uczy nas czegoś, o czym zapomnieliśmy w betonowych miastach: szacunku do przestrzeni. Kiedy rano wychodzisz przed schronisko i widzisz jelenia pasącego się w porannej mgle, to nie jest „atrakcja turystyczna”. To audiencja.


 Strażnicy pozwalają nam patrzeć, pozwalają nam przejść przez ich dom, pod warunkiem, że uszanujemy ich zasady. Jeśli wejdziesz tam z butą, góry Cię przytłoczą. Jeśli wejdziesz z pokorą, może na ułamek sekundy pozwolą Ci poczuć tę samą wolność, którą oni mają na co dzień.


 Refleksja na szlak: Następnym razem, gdy zatrzymasz się na odpoczynek w głębokim lesie, spróbuj przez minutę nie robić zdjęć. Posłuchaj. Może usłyszysz oddech lasu, a może... to Strażnik właśnie sprawdza, czy już wychodzisz?

Komentarze

Popularne posty