Agresywna Zieleń: Czy rośliny nas widzą?
Majowy wybuch zieleni jest tak gwałtowny i totalny, że w jego soczystości wyczuwamy coś niemal zaborczego. To nie jest spokojne rośnięcie, lecz nagła eksplozja, która zdaje się dławić wszystko inne i odzyskiwać każdy skrawek przestrzeni w tempie błyskawicznym. Zastanawiamy się często nad tym, co kryje się w tej gęstwinie, ale rzadko nad tym, czy to ta gęstwina nie przygląda się nam.
Współczesna nauka mówi o inteligencji roślin, ich chemicznym języku i umiejętności postrzegania światła czy dotyku, ale dawny folklor szedł znacznie dalej, obdarzając roślinność świadomością, wolą i formą percepcji, które w maju wydają się osiągać apogeum. Nasi przodkowie nie traktowali lasu czy łąki jako martwej materii dekoracyjnej.
Wierzenia ludowe, doskonale udokumentowane przez wybitnych etnografów, takich jak Kazimierz Władysław Wójcicki w jego ''Klechdach i podaniach ludu polskiego'', ukazują świat roślinny jako żywą, rezonującą całość. Uważano, że stare drzewa mają dusze, a zranienie ich bez wyraźnego powodu lub odpowiedniego rytuału wywołuje ból i sprowadza nieszczęście. Wójcicki przytacza liczne przykłady drzew, które po ścięciu krwawiły, wydawały jęki lub, co gorsza, zapamiętywały krzywdę wyrządzoną im przez drwala i mściły się na jego rodzinie. Ta nagła majowa agresja zieleni była więc odbierana nie jako biologia, ale jako nagłe przebudzenie tych uśpionych, potężnych i niekoniecznie przyjaznych sił, które wychodzą ze swych zimowych kryjówek.
Lęk przed tym przebudzeniem był realny. Rośliny, które w innych miesiącach wydawały się nieszkodliwe, w maju stawały się nieobliczalne i złośliwe. Przykładem może być bez czarny, który w folklorze polskim uchodził za drzewo wysoce demoniczne, siedzibę złych duchów i czarownic, chroniącą je przed słońcem. Zabraniano łamania jego gałęzi pod groźbą paraliżu, wierząc, że jego intensywny zapach i gęstwina mogą omamić człowieka i sprowadzić na niego nieszczęście. To nie była tylko obawa przed fizyczną szkodą, ale przed złym spojrzeniem, przed percepcją czegoś, co tkwiło w roślinie i oceniało wchodzącego do jej królestwa intruza.
Maria Janion, badając polski romantyzm i jego fascynację folklorem, wskazywała na istnienie w ludowej wyobraźni tak zwanej duszosfery lasu, czyli zbiorowej świadomości drzew. Zieleń nie była pasywnym tłem, ale aktywnym uczestnikiem życia, nierzadko mściwym lub wręcz krwiożerczym. Duchy przyrody, jak słowiańskie Wiły, Boginki czy Dziwożony, były nierozerwalnie związane z gęstą roślinnością i mogły przybierać jej formę. W maju, gdy ich królestwo rozszerzało się w tempie błyskawicznym, granica między ich światem a naszym stawała się niepokojąco cienka, a soczysta trawa, która tak nagle wystrzeliła z ziemi, mogła być ich oczami.
Gdy więc następnym razem poczujecie ten charakterystyczny, duszny zapach majowego lasu, zapach mokrej ziemi i świeżych liści, nie dajcie się zwieść pozorom idylli. Pamiętajcie, że wierzono niegdyś, iż agresywna, majowa zieleń to nie tylko wzrost, lecz także ekspansja świadomej siły. Nawet jeśli nie wierzymy w Wiły, musimy przyznać, że intensywność, z jaką przyroda odzyskuje przestrzeń w maju, budzi pierwotny, atawistyczny niepokój. Zieleń nas otacza, chłonie naszą obecność i, kto wie, być może w tym cichym, intensywnym procesie, rzeczywiście nas dostrzega.




Komentarze
Prześlij komentarz