Black Annis. Wiedźma, którą straszono dzieci w Leicestershire

 W angielskim folklorze nie brakuje istot, które wydają się wyrastać z samego lęku. Są duchy przy drogach, upiorne psy na wrzosowiskach, białe damy snujące się po ruinach i tajemnicze postacie, które widuje się tylko kątem oka. Ale Black Annis należy do zupełnie innego porządku grozy. To nie jest elegancki duch z zamku ani romantyczna zjawa z tragiczną historią. To coś starszego, bardziej dzikiego, bardziej pierwotnego. Wiedźma o niebieskiej twarzy, żelaznych pazurach i oczach, które zapewne widziały więcej dziecięcego strachu, niż jakakolwiek kołysanka mogłaby uciszyć.


 Według legend Black Annis miała mieszkać w jaskini niedaleko Leicester, w miejscu zwanym Dane Hills. Jej kryjówka nosiła nazwę Black Annis’s Bower i już sama ta nazwa brzmi jak ostrzeżenie. Nie jak miejsce, do którego się idzie, lecz jak miejsce, którego należy unikać. Opowieści mówiły, że wiedźma wykopała jaskinię własnymi pazurami, rozrywając ziemię tak, jak drapieżnik rozrywa mięso. Miała czaić się tam za dnia, a nocą wychodzić na łowy. Nie szukała skarbów, nie rzucała uroków na bydło, nie przepowiadała przyszłości przy kuchennym ogniu. Black Annis miała porywać dzieci.


 To właśnie ten motyw sprawia, że jej legenda jest tak przerażająca. W wielu dawnych opowieściach potwór pełnił funkcję ostrzeżenia: nie wychodź po zmroku, nie zbliżaj się do lasu, nie oddalaj się od domu, nie lekceważ słów matki... Dla dzieci były to bajki, ale dla dorosłych często bardzo praktyczne narzędzia wychowawcze. Dawny świat był pełen realnych zagrożeń. Ciemność za progiem nie była miękkim cieniem za szybą, lecz przestrzenią, w której naprawdę można było zginąć, zabłądzić, zostać napadniętym, wpaść do rowu, zamarznąć, utonąć, spotkać kogoś obcego. Black Annis była więc nie tylko wiedźmą. Była imieniem nadanym temu wszystkiemu, co mogło czekać na dziecko poza bezpiecznym kręgiem domowego światła.


 Najbardziej makabryczny szczegół tej legendy mówi, że wiedźma nosiła spódnicę uszytą z ludzkiej skóry. Trudno o obraz bardziej brutalny i bardziej zapadający w pamięć. To nie jest przypadkowa ozdoba opowieści, lecz szczegół, który zmienia Black Annis z groźnej staruchy w istotę niemal kanibalistyczną, dziką i nieludzką. W folklorze takie elementy działają jak haczyki wbite w wyobraźnię. Można zapomnieć datę, nazwę miejsca, nawet dokładny przebieg legendy, ale nie zapomina się wiedźmy w spódnicy ze skóry. Taki obraz zostaje pod powiekami.



 Jej niebieska twarz również intryguje. Nie jest to twarz zwykłej starej kobiety, nie jest blada jak u ducha, nie jest zielona jak u późniejszych bajkowych czarownic. Jest niebieska. To kolor siniaka, chłodu, trupiego odcienia skóry, czegoś nienaturalnego. Niebieska twarz Black Annis sprawia, że wiedźma wydaje się jednocześnie żywa i martwa, ludzka i obca. Jakby należała do świata, który tylko udaje nasz świat. Do tego dochodzą żelazne pazury, a więc nie ręce babki, nie dłonie zielarki, nie palce wróżki, lecz narzędzia rozszarpywania. Black Annis nie potrzebuje noża, bo sama jest nożem.


 Właśnie dlatego można ją uznać za jedną z najbardziej przerażających angielskich „bab z lasu”. Oczywiście Anglia ma wiele podobnych postaci. W lokalnych podaniach często pojawiają się stare kobiety mieszkające na uboczu, wiedźmy z jaskiń, wrzosowisk, ruin i lasów. Czasem są tylko samotniczkami, którym wieś dopisała straszne cechy. Czasem przypominają dawne boginie zdegradowane przez późniejszą wyobraźnię do roli potworów. Czasem są po prostu uosobieniem lęku przed dziką naturą. Black Annis łączy w sobie wszystkie te elementy. Jest starą kobietą, ale nie do końca człowiekiem. Mieszka blisko ludzi, ale poza ich światem. Poluje na dzieci, czyli uderza w to, co dla wspólnoty najcenniejsze. A przy tym nie ma w niej nic romantycznego. Nie da się jej łatwo wybielić ani oswoić.


 Można się zastanawiać, skąd wzięła się ta postać. Niektórzy widzą w niej echo dawnych bogiń, inni wspomnienie lokalnej pustelnicy albo kobiety uznanej za czarownicę. Są też interpretacje, które wiążą Black Annis z lękiem przed dzikimi miejscami znajdującymi się tuż za granicą miasta. Dane Hills nie musiały być przecież końcem świata. Właśnie to czyni legendę ciekawszą. Najstraszniejsze miejsca w folklorze rzadko leżą bardzo daleko. One są „za tamtym wzgórzem”, „przy starym kamieniu”, „za laskiem”, „tam, gdzie nie wolno chodzić”. Groza działa najmocniej wtedy, gdy znajduje się o kilka kroków od codzienności.


 W opowieściach o Black Annis słychać także bardzo dawny lęk przed kobiecością, która wymyka się społecznym oczekiwaniom. Stara kobieta bez męża, bez rodziny, bez miejsca przy domowym stole, mieszkająca samotnie, poza wspólnotą, bardzo łatwo stawała się w wyobraźni ludowej kimś podejrzanym. Jeśli znała zioła, była czarownicą. Jeśli nie chodziła do kościoła, była czarownicą. Jeśli była brzydka, milcząca, uboga albo po prostu inna, mogła stać się potworem w cudzej opowieści. Black Annis jest oczywiście postacią fantastyczną, przesadzoną do granic koszmaru, ale pod jej niebieską twarzą można dostrzec cień realnego mechanizmu. Społeczność bardzo często zamieniała lęk przed obcością w opowieść o wiedźmie.


 A jednak nie warto odbierać tej legendzie całej grozy przez zbyt rozsądne wyjaśnienia. Folklor nie jest tylko kroniką przesądów. Jest też mapą ludzkiej wyobraźni. Black Annis przetrwała nie dlatego, że ktoś dokładnie wierzył w kobietę ze spódnicą z ludzkiej skóry, ale dlatego, że ta postać dotyka czegoś bardzo głębokiego. Strachu przed ciemnością. Strachu przed zniknięciem dziecka. Strachu przed tym, że tuż obok znanych domów i pól istnieje miejsce, gdzie kończą się ludzkie zasady.


 Wiedźma z jaskini jest więc czymś więcej niż straszakiem. To graniczna postać. Stoi między domem a dziczą, między dzieciństwem a brutalnym światem dorosłych, między opowieścią przy ogniu a prawdziwym niebezpieczeństwem. Można sobie wyobrazić dawną matkę, która wieczorem zamyka drzwi i mówi dziecku, żeby nie wychodziło, bo Black Annis czeka. W jej głosie mogło być trochę zabawy, trochę przesądu, ale też bardzo realna troska. Bo za każdą taką legendą często kryje się proste, ludzkie pragnienie: żeby dziecko wróciło do domu całe.


 Dziś Black Annis może wydawać się postacią niemal gotową do horroru. Ma wszystko, czego potrzeba: jaskinię, nocne łowy, żelazne pazury, nieludzki wygląd i makabryczny strój. A jednak jej siła nie polega tylko na estetyce grozy. Najbardziej niepokojące jest to, że ona przypomina, jak cienka bywa granica między bajką a ostrzeżeniem. Dawne historie nie zawsze miały usypiać dzieci. Czasem miały sprawić, żeby bały się wystarczająco mocno, by przeżyć.


 Może właśnie dlatego Black Annis nadal fascynuje. Nie jest piękna, nie jest subtelna, nie prosi o współczucie. Siedzi w swojej jaskini gdzieś na obrzeżach pamięci, z pazurami wbitymi w ziemię i niebieską twarzą zwróconą ku ciemności. Nie potrzebuje wielkiej legendy ani zamkowych murów. Wystarczy mrok za oknem, trzask gałęzi i dziecięce pytanie: „A co tam jest?”


Komentarze

Popularne posty