Kraina tipi i pi贸ropuszy, kt贸rej nigdy nie by艂o
Kiedy gasn膮 艣wiat艂a w kinie, a na ekranie pojawia si臋 rozgrzana s艂o艅cem preria, nasz m贸zg natychmiast odpala dobrze znany skrypt. Zaraz zza wzg贸rza wy艂oni si臋 w贸dz w imponuj膮cym pi贸ropuszu, wzniesie r臋k臋 i z powag膮 rzuci gard艂owe „Howgh!”. Taki obraz przez dekady serwowa艂a nam Fabryka Sn贸w, do sp贸艂ki z literatur膮 pokroju powie艣ci Karola Maya.
Problem w tym, 偶e ten wdrukowany w nasz膮 艣wiadomo艣膰 popkulturowy Indianin jest w du偶ej mierze sztucznym tworem, posk艂adanym z wybi贸rczych element贸w niczym filmowy rekwizyt. Czas najwy偶szy zdemontowa膰 t臋 tekturow膮 scenografi臋 i spojrze膰 prawdzie w oczy: Dziki Zach贸d, jakim go znamy z ekran贸w, to jedno z najwi臋kszych fa艂szerstw historycznych w dziejach rozrywki.
Pierwszym i najpot臋偶niejszym mitem, z kt贸rym trzeba si臋 rozprawi膰, jest syndrom „jednego, uniwersalnego Indianina”. Hollywood potraktowa艂o niezwykle zr贸偶nicowany kontynent, zamieszkany przez setki odr臋bnych plemion, jak jednolit膮 mas臋. Wrzucili wszystkich do jednego worka, zmuszaj膮c mieszka艅c贸w pustynnych apartamentowc贸w Pueblo, wytrawnych rolnik贸w ze Wschodniego Wybrze偶a czy 艂owc贸w wieloryb贸w z P贸艂nocnego Zachodu do „zamieszkania” w preriowych tipi. To tak, jakby艣my stwierdzili, 偶e wszyscy Europejczycy od Portugalii po Ural mieszkaj膮 w igloo i ta艅cz膮 flamenco. Ka偶de plemi臋 mia艂o w艂asny j臋zyk, system wierze艅, ustr贸j polityczny i styl 偶ycia, podczas gdy popkultura zredukowa艂a t臋 niesamowit膮 mozaik臋 do konia, 艂uku i farb wojennych.
Kolejn膮 krzywdz膮c膮 klisz膮 jest sprowadzenie rdzennych Amerykan贸w do dw贸ch skrajnych, jednowymiarowych r贸l. Przez lata westerny karmi艂y nas wizj膮 bezlitosnych dzikus贸w, kt贸rych jedynym 偶yciowym celem by艂o zatrzymywanie dyli偶ans贸w i okrzyki wojenne. Kiedy kino wreszcie zacz臋艂o odczuwa膰 wyrzuty sumienia, wahad艂o wychyli艂o si臋 w drug膮 stron臋. Stworzono archetyp „szlachetnego dzikusa” mistyka, kt贸ry rozmawia z wilkami, p艂acze nad losem ziemi i sypie filozoficznymi aforyzmami jak z r臋kawa. Obie te skrajno艣ci s膮 r贸wnie szkodliwe. Odzieraj膮 rdzennych mieszka艅c贸w z ich ludzkiej z艂o偶ono艣ci: z ich b艂臋d贸w, s艂abo艣ci, ale te偶 z genialnego pragmatyzmu, sprytu handlowego, zmys艂u dyplomatycznego i poczucia humoru. Byli po prostu lud藕mi, a nie mitologicznymi bytami maj膮cymi stanowi膰 t艂o dla bia艂ego bohatera.
Filmowa komunikacja to oddzielny rozdzia艂 komedii omy艂ek. P贸艂s艂贸wka, mrukni臋cia, m贸wienie o sobie w trzeciej osobie (''Bia艂y cz艂owiek z艂a, Moja nie chcie膰 wojny'')... To wszystko sprawi艂o, 偶e w g艂owach widz贸w rdzenni Amerykanie jawili si臋 jako istoty niepotrafi膮ce z艂o偶y膰 z艂o偶onego zdania. W rzeczywisto艣ci j臋zyki rdzennych lud贸w by艂y i s膮 niezwykle skomplikowane lingwistycznie. Konfederacja Irokez贸w mia艂a w艂asn膮 konstytucj臋 i zaawansowany system demokratyczny, a podczas negocjacji traktatowych pos艂ugiwano si臋 retoryk膮 tak wyrafinowan膮, 偶e europejscy dyplomaci cz臋sto musieli uzna膰 wy偶szo艣膰 swoich rozm贸wc贸w.



Komentarze
Prze艣lij komentarz