Czwarty Sektor. Cz. 10
Deszcz wreszcie odpu艣ci艂, zamieniaj膮c si臋 w zawieszon膮 w powietrzu, duszn膮 m偶awk臋. Tomek zosta艂 jeszcze w biurze, 偶eby zamkn膮膰 system i od艂o偶y膰 dokumenty, a Pawe艂 uzna艂, 偶e musi si臋 przewietrzy膰. Zosta膰 sam na sam z w艂asnymi my艣lami, z dala od dusznych pomieszcze艅 i paranoi przyjaciela.
Wyci膮gn膮艂 z kieszeni telefon i odpali艂 mapy Google. Nie po to, 偶eby si臋 nie zgubi膰, to miasteczko by艂o na to zbyt ma艂e, ale po to, 偶eby jako le艣nik, cz艂owiek przestrzeni, zrozumie膰 topografi臋 miejsca, z kt贸rym przysz艂o mu si臋 zmierzy膰.
Borne Sulinowo na pod艣wietlonym ekranie wygl膮da艂o nienaturalnie. Jak r贸wniutka, wyrysowana od linijki siatka ulic, brutalnie rzucona w sam 艣rodek gigantycznej, zielonej plamy. 呕adnych 艂agodnych przej艣膰, 偶adnych punkt贸w orientacyjnych na dalekich obrze偶ach. Tylko geometryczne centrum i niesko艅czona pustka wok贸艂. Bieszczady na mapach cyfrowych te偶 by艂y zielone, ale tamta ziele艅 偶y艂a. By艂a poszatkowana nazwami szczyt贸w, strumieni, prze艂臋czy i szlak贸w. Tutaj las by艂 anonimowy. Wygl膮da艂 jak wielka, wojskowa plandeka narzucona na co艣, co mia艂o znikn膮膰 ze 艣wiata.
Szed艂 wzd艂u偶 alei wysadzanej starymi, pos臋pnymi drzewami, mijaj膮c na wp贸艂 opuszczone, monumentalne bloki i ciemne okna dawnego Domu Oficera. Zapatrzy艂 si臋 w ekran telefonu, przesuwaj膮c map臋 palcem w stron臋 pobliskiego jeziora Pile.
Przypomnia艂 sobie jedn膮 z legend, o kt贸rej czyta艂 kiedy艣 na jakim艣 forum, jeszcze zanim to wszystko sta艂o si臋 przera偶aj膮co realne. Legenda o podwodnym lesie. Podobno znajdowa艂a si臋 tam niemiecka baza, kt贸r膮 wysadzono w powietrze pod koniec wojny. Pot臋偶na wyspa na jeziorze po prostu zapad艂a si臋 pod wod臋, poch艂aniaj膮c wszystko i wszystkich, a potem Rosjanie zrobili tam swoj膮 stref臋 zrzut贸w. Pawe艂 pomy艣la艂 o rysiach w Sektorze Czwartym. Woda poch艂aniaj膮ca l膮d. Ziemia po艂ykaj膮ca zwierz臋ta z nadajnikami... Zbyt wiele rzeczy w tym miejscu po prostu znika艂o pod powierzchni膮, jakby sam grunt pod Bornem by艂 g艂odny.
Szed艂 dalej, a偶 na kraw臋dzi cyfrowej mapy pojawi艂 si臋 dziwny, szary punkt oznaczony jako „Cmentarz z pepesz膮”. Znajdowa艂 si臋 z dala od g艂贸wnych dr贸g, wci艣ni臋ty w mroczny las. Pawe艂 nie zamierza艂 tam i艣膰, robi艂o si臋 coraz ciemniej, ale sama historia tego miejsca sprawi艂a, 偶e mocniej 艣cisn膮艂 telefon w d艂oni. To nie by艂 zwyk艂y wojenny cmentarz. To by艂a nekropolia dla 偶o艂nierzy i cywil贸w z czas贸w zimnej wojny, z kt贸rych po艂owa nie mia艂a na nagrobkach nawet nazwisk. Ale najgorszy, najbardziej makabryczny detal tej legendy tkwi艂 w datach. Lokalsi szeptali, 偶e po 1970 roku na tym cmentarzu chowano ju偶 prawie wy艂膮cznie ma艂e dzieci z radzieckich rodzin.
Pawe艂 zatrzyma艂 si臋 na 艣rodku chodnika. M贸zg analityka natychmiast po艂膮czy艂 kropki. Co takiego dzia艂o si臋 w latach 70 w podziemnych laboratoriach Sektora Czwartego? Jak pot臋偶ne dawki promieniowania albo eksperymentalne ska偶enie biologiczne musia艂y uwalnia膰 si臋 do tutejszej wody lub powietrza, skoro zabija艂y te najbardziej bezbronne organizmy?
Podni贸s艂 wzrok. Ulice miasteczka urywa艂y si臋 nagle. Przed nim, zaledwie kilkana艣cie metr贸w dalej, zaczyna艂a si臋 艣ciana lasu. By艂a ciemna, cicha i nienaturalnie nieruchoma. W jego rodzinnych Bieszczadach las pachnia艂 偶yciem, grzybami, mokr膮 偶ywic膮, butwiej膮cym drewnem, na kt贸rym ros艂y nowe p臋dy. Ten las pachnia艂 zupe艂nie inaczej. Pachnia艂 star膮, mokr膮 rdz膮, zardzewia艂ym drutem kolczastym i betonowym py艂em. Ukrywa艂 podziemne miasto, dawne szpitale, zaspawane w艂azy i b艂膮dz膮ce we mgle watahy hybryd.
Nagle niebieska kropka na ekranie Google Maps, oznaczaj膮ca jego pozycj臋... drgn臋艂a. Zacz臋艂a wariowa膰, przeskakuj膮c o kilkadziesi膮t metr贸w w jedn膮, a potem w drug膮 stron臋, zacinaj膮c si臋 i uderzaj膮c w puste t艂o mapy. Sygna艂 GPS w艂a艣nie zacz膮艂 ton膮膰 w pot臋偶nych zak艂贸ceniach.
Pawe艂 powoli, bardzo ostro偶nie cofn膮艂 si臋 o krok. W艂osy zje偶y艂y mu si臋 na karku pod ko艂nierzem kurtki. Nie musia艂 patrze膰 na ekran, 偶eby wiedzie膰, co si臋 zbli偶a. W ch艂odnym wieczornym powietrzu pojawi艂 si臋 ten sam, znajomy 艂adunek elektrostatyczny, od kt贸rego delikatnie cierp艂y mu z臋by. Uliczna latarnia nad jego g艂ow膮 zamigota艂a i wyda艂a z siebie cichy, ostrzegawczy trzask.
Obr贸ci艂 si臋 na pi臋cie i szybkim, r贸wnym krokiem ruszy艂 z powrotem w stron臋 nadle艣nictwa. Nie bieg艂. Nie chcia艂 prowokowa膰 po艣cigu. Po prostu wiedzia艂, 偶e jako cz艂owiek na granicy tego lasu jest tylko go艣ciem, a niewidzialny gospodarz w艂a艣nie wyszed艂 mu na spotkanie.
Deszcz zn贸w zacz膮艂 miarowo uderza膰 o blaszany parapet, wyznaczaj膮c ponury rytm tego ostatniego wieczoru. Salon w mieszkaniu Tomka wydawa艂 si臋 teraz dziwnie pusty i sterylny.
Pawe艂 siedzia艂 na pod艂odze, powoli sk艂adaj膮c swoje rzeczy i uk艂adaj膮c je w bieszczadzkim plecaku. Odbiornik telemetryczny, kable, zapasowe ubrania. Na samym dnie, bezpiecznie owini臋t膮 w koszulk臋, schowa艂 steryln膮 fiolk臋 z czarnym 艣luzem oraz pendrive ze zdj臋ciami od 艁ucji.
Zasun膮艂 suwak i podni贸s艂 wzrok na przyjaciela. Tomek siedzia艂 w fotelu, wpatruj膮c si臋 w deszcz za oknem. W d艂oni obraca艂 pust膮 szklank臋.
– Wr贸c臋 tu, Tomek – powiedzia艂 Pawe艂, staraj膮c si臋, by w jego g艂osie zabrzmia艂a absolutna pewno艣膰. – Przeanalizuj臋 te dane z ch艂opakami w Baligrodzie, skontaktuj臋 si臋 z kim trzeba. Nie zostawi臋 ci臋 z tym samego.
Tomek u艣miechn膮艂 si臋, ale by艂 to u艣miech pozbawiony jakiejkolwiek rado艣ci. Raczej pe艂en gorzkiej rezygnacji.
– Jasne, Pawe艂. Ale jak ju偶 miniesz tablic臋 z przekre艣lonym napisem "Borne Sulinowo", jak poczujesz to czyste powietrze i zobaczysz normalny las... tw贸j m贸zg sam zacznie wypiera膰 to, co tu widzia艂e艣. Uznasz, 偶e przesadzili艣my. 呕e to wcale nie by艂o takie straszne.
– Mnie nie jest tak 艂atwo sp艂awi膰 – zaprotestowa艂 le艣niczy z po艂udnia.
– Kiedy tu przyjecha艂em, od razu po studiach, by艂em pe艂en zapa艂u – kontynuowa艂 Tomek, ignoruj膮c jego s艂owa, zapatrzony gdzie艣 w przesz艂o艣膰. – Chcia艂em bada膰, sadzi膰, chroni膰. 艢mia艂em si臋 z tych tutejszych szept贸w. A偶 do pewnego wieczoru, na pierwszej inwentaryzacji. By艂 ze mn膮 stary le艣niczy, taki miejscowy weteran, co to pami臋ta艂 jeszcze, jak Rosjanie rogatki stawiali. Siedzieli艣my przy ognisku, ja zacz膮艂em co艣 nawija膰 o wyje藕dzie ruskich.
Tomek odstawi艂 szklank臋 na st贸艂 i spojrza艂 na Paw艂a.
– Stary tylko popatrzy艂 na mnie spode 艂ba, odpalaj膮c papierosa od 偶arz膮cej si臋 ga艂臋zi. I powiedzia艂: "M艂ody, wiesz jak to m贸wi膮... w nocy podobno wszystkie koty s膮 czarne. Ale w Bornem... w Bornem one 艣wiec膮 w ciemno艣ci".
Pawe艂 poczu艂 lekki dreszcz. Przypomnia艂 sobie b艂臋kitn膮, nienaturaln膮 kropk臋 na ekranie tabletu i faluj膮ce powietrze na zdj臋ciu 艁ucji.
– Zanim zd膮偶y艂em zapyta膰, co ma na my艣li – ci膮gn膮艂 cicho Tomek – on wypu艣ci艂 dym przez nos i doda艂 z takim upiornym spokojem: "Tyle 偶e u nas w lesie nie ma kot贸w, M艂ody. Kto艣... albo co艣... ze偶ar艂o je wszystkie co do jednego, lata temu".
Reszta wieczoru up艂yn臋艂a im pod znakiem podobnych opowie艣ci. Z ka偶dym kolejnym zdaniem, z ka偶d膮 kolejn膮 przytoczon膮 legend膮 Bornego Sulinowa, Sektor Czwarty w ich wyobra藕ni stawa艂 si臋 miejscem coraz bardziej przekl臋tym i odizolowanym od praw fizyki. Rozmawiali o znikaj膮cych zwierz臋tach, o urz膮dzeniach, kt贸re wariowa艂y bez powodu, i o ludziach, kt贸rzy z dnia na dzie艅 po prostu wyje偶d偶ali z miasta, nie podaj膮c przyczyny, zostawiaj膮c w mieszkaniach niedopite herbaty.
Kiedy w ko艅cu zgasili 艣wiat艂o, by spr贸bowa膰 zasn膮膰 przed porann膮 tras膮 Paw艂a, miarowy szum deszczu zn贸w wydawa艂 si臋 jedynym bezpiecznym d藕wi臋kiem na 艣wiecie. Obydwaj jednak nas艂uchiwali, czy w ten szum nie wkradnie si臋 nagle niskie, elektromagnetyczne buczenie albo zgrzyt pot臋偶nych, stalowych drzwi, otwieranych gdzie艣 kilkana艣cie metr贸w pod ziemi膮.



艢wietnie si臋 to czyta. Czekam na kolejne odcinki.
OdpowiedzUsu艅