Czwarty Sektor. Cz. 7

  Wyj艣cie z mieszkania by艂o konieczno艣ci膮. Potrzebowali mocnej kawy i normalno艣ci.

 Zeszli do niewielkiego, osiedlowego sklepiku mieszcz膮cego si臋 na parterze starego bloku. Dzwonek nad drzwiami brz臋kn膮艂 weso艂o, co mocno kontrastowa艂o z nastrojem le艣nik贸w. Sklep pachnia艂 艣wie偶ym chlebem, tani膮 kaw膮 i starym papierem. Ten ostatni zapach pochodzi艂 z gablotki tu偶 przy ladzie, w kt贸rej w艂a艣ciciel trzyma艂 wycinki z gazet, stare radzieckie odznaki i mapy sztabowe.

 Za lad膮 sta艂 Henryk, m臋偶czyzna po sze艣膰dziesi膮tce, o siwych, rzadkich w艂osach i przenikliwym spojrzeniu cz艂owieka, kt贸ry widzia艂 upadek imperium z perspektywy w艂asnego podw贸rka.

– Panie Henryku, dwie kawy z ekspresu. Najmocniejsze, jakie pan ma – poprosi艂 Tomek, opieraj膮c si臋 ci臋偶ko o lad臋.

 Henryk zmierzy艂 ich obu wzrokiem, zatrzymuj膮c spojrzenie na nieznajomej twarzy Paw艂a. W艂膮czy艂 ekspres, po czym opar艂 s臋kate d艂onie na szkle gabloty. 

– 殴le wygl膮dacie, ch艂opaki. Jakby艣cie ca艂膮 noc po lesie biegali.

 Pawe艂 drgn膮艂, s艂ysz膮c s艂owo ‘’las’’. 

– Sk膮d pan wie? – zapyta艂 ostro偶nie, odbieraj膮c paruj膮cy kubek.

– Ja wiem wszystko, co si臋 dzieje w tym lesie. Pami臋tam czasy, kiedy tamtejsze sosny by艂y wy偶sze ni偶 ogrodzenie z drutu pod napi臋ciem – odpowiedzia艂 powoli Henryk, a w jego g艂osie zabrzmia艂a dziwna, ch艂odna nuta. – Jak Ruskie wyje偶d偶ali w dziewi臋膰dziesi膮tym drugim, to przed wyjazdem przez trzy dni i trzy noce wlewali w tamte szyby beton z betoniarek. Ziemia a偶 dr偶a艂a. Oficjalnie m贸wili, 偶e zabezpieczaj膮 magazyny przed szabrownikami. Ale wie pan, co jest w tym najdziwniejsze, panie le艣niczy z po艂udnia?

 Pawe艂 wzi膮艂 艂yk gor膮cej kawy, nie spuszczaj膮c wzroku z twarzy starca. 

– Co takiego? 

– 呕e oni te pot臋偶ne, stalowe w艂azy zaspawali od 艣rodka. Ktokolwiek... lub cokolwiek tam zosta艂o, samo zamkn臋艂o za sob膮 drzwi.

– Panie Henryku, na lito艣膰 bosk膮, znowu pan straszy klient贸w opowie艣ciami z krypty?

 Drzwi sklepu otworzy艂y si臋 z trzaskiem i do 艣rodka wparowa艂a m艂oda dziewczyna w przyd艂ugiej, 偶贸艂tej kurtce przeciwdeszczowej. Na szyi dynda艂 jej profesjonalny aparat z pot臋偶nym obiektywem. Z jej ciemnych, mokrych od deszczu w艂os贸w kapa艂a woda. By艂a uosobieniem chaosu i energii, kt贸ra natychmiast roz艂adowa艂a g臋st膮 atmosfer臋.

– Cze艣膰, Tomek – rzuci艂a, mijaj膮c le艣nik贸w i si臋gaj膮c do lod贸wki po nap贸j energetyczny. – 艁ucja jestem – doda艂a, odwracaj膮c si臋 do Paw艂a i wyci膮gaj膮c do niego d艂o艅. – G艂贸wny fotograf-amator tej uroczej dziury, a w wolnych chwilach poszukiwaczka zaginionego z艂ota i radzieckich kosmit贸w. A ty to pewnie to bieszczadzkie wsparcie od rysi, co to Tomek o nim gada艂?

 Pawe艂 u艣cisn膮艂 jej d艂o艅, nieco zbity z tropu jej entuzjazmem. 

– Pawe艂. Owszem, zajmuj臋 si臋 rysiami. Ale widz臋, 偶e wy tu macie ciekawsze gatunki do fotografowania.

 艁ucja parskn臋艂a 艣miechem, p艂ac膮c Henrykowi drobnymi. 

– 呕eby艣 wiedzia艂! Moja najlepsza kolekcja to „Pijany w臋dkarz we mgle” i „Grzybiarz, kt贸ry zgubi艂 drog臋”. Ale wiesz co? Ostatnio wasz las daje popali膰 mojej matrycy – U艣miech na jej twarzy nie znikn膮艂, ale w oczach pojawi艂 si臋 dziwny, nerwowy b艂ysk. Przesun臋艂a aparat na brzuch i w艂膮czy艂a podgl膮d zdj臋膰. – Robi艂am wczoraj zdj臋cia na skraju oddzia艂u, tam gdzie miejscowi sypali to g艂upie wapno. Chcia艂am uchwyci膰 klimat " Blair Witch Project", wiesz, dla 偶artu na Instagrama – trajkota艂a, przewijaj膮c zdj臋cia. – I patrz. Aparat za dziesi臋膰 klock贸w, a tak mi zepsu艂 ostro艣膰. Jakby przed obiektywem by艂o jakie艣 pot臋偶ne 藕r贸d艂o ciep艂a, falowanie powietrza. Albo to duchy, albo musz臋 odes艂a膰 to cholerstwo na gwarancj臋.

 Pawe艂 i Tomek pochylili si臋 nad ma艂ym ekranem. Na zdj臋ciu wida膰 by艂o wyra藕n膮 lini臋 drzew i bia艂y pas wapna. Ale tu偶 nad nim, na wysoko艣ci oko艂o dw贸ch metr贸w, powietrze by艂o nienaturalnie zakrzywione. Przypomina艂o to efekt mira偶u nad rozgrzanym asfaltem w 艣rodku lata. Tyle 偶e wczoraj temperatura w lesie wynosi艂a zaledwie cztery stopnie na plusie.

 Pawe艂 przypomnia艂 sobie zwi臋d艂e w jedn膮 noc paprotki i natychmiast zrozumia艂, 偶e 艁ucja, 艣miej膮c si臋 z awarii aparatu, tak naprawd臋 udokumentowa艂a moment, w kt贸rym anomalia przekracza艂a lini臋 lasu.

 Pawe艂 odstawi艂 pusty kubek po kawie na lad臋. W jego g艂owie tryby pracowa艂y na najwy偶szych obrotach, powoli wypieraj膮c strach na rzecz analitycznego skupienia.

– 艁ucja – odezwa艂 si臋, patrz膮c na dziewczyn臋 z powag膮, kt贸ra sprawi艂a, 偶e u艣miech na moment znikn膮艂 z jej twarzy. – Ten tw贸j aparat za dziesi臋膰 klock贸w... zapisuje zdj臋cia w formacie RAW?

– No jasne, jestem fotografem, a nie turystk膮 z telefonem. Mam surowe, nieskompresowane pliki. Dlaczego pytasz?

– Zgrasz mi to zdj臋cie na pendrive'a? Oraz ka偶de inne, na kt贸rym masz to... falowanie. Mam w Krakowie znajomego, kt贸ry zajmuje si臋 cyfrow膮 obr贸bk膮 obrazu. Mo偶e uda mu si臋 wyci膮gn膮膰 z tych pikseli co艣 wi臋cej ni偶 tylko mira偶.

 Dziewczyna wzruszy艂a ramionami i kiwn臋艂a g艂ow膮, cho膰 w jej oczach wida膰 by艂o cie艅 niepokoju. 





Komentarze

Popularne posty