Czwarty Sektor. Cz.8
Po powrocie do mieszkania, Pawe艂 zachowywa艂 si臋 ju偶 jak 艣ledczy na miejscu zbrodni. Zignorowa艂 przera偶one spojrzenie gospodarza. Wyci膮gn膮艂 z plecaka ma艂膮, szklan膮 fiolk臋, w kt贸rej normalnie trzyma艂 pr贸bki sier艣ci rysi do bada艅 genetycznych. Tym razem jednak p臋seta na nic by si臋 nie zda艂a.
Roz艂o偶y艂 ostro偶nie metalowe ostrze scyzoryka, zbli偶y艂 si臋 do drzwi i metodycznie zeskroba艂 do prob贸wki g臋sty, czarny 艣luz z framugi. Uwa偶a艂 przy tym, by ani jedna kropla tej mazi nie spad艂a mu na sk贸r臋.
Zakr臋ci艂 szczelnie korek i bez s艂owa wsun膮艂 fiolk臋 g艂臋boko do wewn臋trznej kieszeni kurtki.
Tomek z trudem przekr臋ci艂 klucz w zamku biura Nadle艣nictwa Borne Sulinowo. Budynek, wzniesiony jeszcze przez Niemc贸w w latach trzydziestych, a potem bezlito艣nie eksploatowany przez radzieckie dow贸dztwo, mia艂 grube mury, kt贸re skutecznie t艂umi艂y odg艂osy zacinaj膮cego na zewn膮trz deszczu. Pachnia艂o tu starym drewnem, past膮 do pod艂贸g i tanim tonerem do drukarek.
– Musimy odb臋bni膰 oficjaln膮 cz臋艣膰, Pawe艂 – powiedzia艂 Tomek, odpalaj膮c stary, stacjonarny komputer. Jego g艂os wci膮偶 dr偶a艂 po nocnych i porannych rewelacjach, ale stara艂 si臋 narzuci膰 sobie biurowy rygor. – Tw贸j szef zap艂aci艂 za t臋 delegacj臋. Je艣li w systemie nie b臋dzie 艣ladu po naszej pracy, obaj b臋dziemy mieli na karku Regionaln膮 Dyrekcj臋.
Pawe艂 艣ci膮gn膮艂 wilgotn膮 kurtk臋 i powiesi艂 j膮 na wieszaku. Przez chwil臋 sta艂 w milczeniu, pr贸buj膮c odci膮膰 w g艂owie zjawiska z Sektora Czwartego i wej艣膰 w tryb bieszczadzkiego eksperta.
– Dobra. Odpal logi telemetryczne Borysa i Luny z ostatnich dw贸ch tygodni – zarz膮dzi艂, przysuwaj膮c sobie krzes艂o. – Poka偶 mi ich rewiry 艂owieckie i 艣cie偶ki migracji, zanim sygna艂 zacz膮艂 schodzi膰 pod ziemi臋. Zobaczymy, czy szuka艂y konkretnego po偶ywienia, czy ucieka艂y przed czym艣 wi臋kszym.
Przez nast臋pne dwie godziny wpatrywali si臋 w mapy Systemu Informatycznego Las贸w Pa艅stwowych. Pawe艂, wykorzystuj膮c swoj膮 wiedz臋, fachowo analizowa艂 kropki na ekranie. Zauwa偶y艂, 偶e rysie ewidentnie omija艂y du偶e zag臋szczenia saren, co dla nizinnych populacji by艂o nienaturalne. Zamiast tego ich trasy uk艂ada艂y si臋 w nerwowe, chaotyczne zygzaki, jakby zwierz臋ta ci膮gle czu艂y na karku oddech innego, silniejszego drapie偶nika. Zrzucili dane na pendrive'a, wypisali oficjalne formularze oceny siedliskowej i wydrukowali mapy z naniesionymi strefami buforowymi. Byli w tym profesjonalni, ale Pawe艂 k膮tem oka widzia艂, 偶e Tomek co chwila nerwowo zerka na drzwi, jakby spodziewa艂 si臋, 偶e zaraz wejdzie przez nie co艣, czego nie da si臋 wyt艂umaczy膰 偶adnym le艣nym podr臋cznikiem.
– Zrobi臋 nam now膮 kaw臋 i zanios臋 te papiery do sekretariatu do podpisu – mrukn膮艂 Tomek, zbieraj膮c wydruki z biurka. – Poczekaj tu.
Pawe艂 zosta艂 sam. Cisza biura zaczyna艂a mu ci膮偶y膰, wi臋c wsta艂 i wyszed艂 na d艂ugi, p贸艂mroczny korytarz.
Jego uwag臋 przyku艂a du偶a tablica korkowa powieszona w g艂臋bi holu, tu偶 obok gabloty ze starymi mapami. Pod nag艂贸wkiem "Historia Las贸w Bornego" przypi臋to kilkana艣cie czarno-bia艂ych i po偶贸艂k艂ych zdj臋膰 z wczesnych lat dziewi臋膰dziesi膮tych.
Pawe艂 podszed艂 bli偶ej, wpatruj膮c si臋 w fotografie dokumentuj膮ce wyjazd P贸艂nocnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej w 1992 roku. Widzia艂 poci膮gi za艂adowane czo艂gami, smutne, betonowe bloki widma i 偶o艂nierzy o zm臋czonych twarzach.
Jedno zdj臋cie zatrzyma艂o jego wzrok na d艂u偶ej. Przedstawia艂o podw贸jny rz膮d drutu kolczastego wok贸艂 jednostki. Przy ogrodzeniu siedzia艂y psy. Nie by艂y to zwyk艂e kundle. To by艂y pot臋偶ne owczarki kaukaskie i wschodnioeuropejskie, o masywnych karkach i szcz臋kach zdolnych kruszy膰 ko艣ci. Na zdj臋ciu wygl膮da艂y na wyg艂odnia艂e i w艣ciek艂e. Ich 艂a艅cuchy zwisa艂y lu藕no z zardzewia艂ych s艂upk贸w.
– Zostawili je – rozleg艂 si臋 cichy g艂os Tomka.
Pawe艂 drgn膮艂. Nawet nie us艂ysza艂, kiedy jego przyjaciel podszed艂 z dwoma paruj膮cymi kubkami.
– Ruskie wyje偶d偶ali w takim po艣piechu, 偶e nie by艂o miejsca w wagonach na zwierz臋ta – ci膮gn膮艂 Tomek, wr臋czaj膮c mu kaw臋 i wpatruj膮c si臋 w zdj臋cie. – Odpi臋li je z 艂a艅cuch贸w albo po prostu przywi膮zali do drzew na obrze偶ach i odjechali. Setki szkolonych, wojskowych ps贸w.
– Wszyscy znamy t膮 histori臋 – zauwa偶y艂 Pawe艂. – M贸wi艂e艣, 偶e to tylko legenda dla turyst贸w, 偶eby nie wchodzili do lasu.
– Dla turyst贸w legend膮 jest to, 偶e te psy po偶era艂y ludzi – poprawi艂 go Tomek z ch艂odnym grymasem. – Prawda jest taka, 偶e one naprawd臋 zdzicza艂y. Stworzy艂y pot臋偶ne, bezlitosne watahy. Zacz臋艂y krzy偶owa膰 si臋 z lokalnymi, nielicznymi wilkami. Mamy tu teraz hybrydy. Czwarty, pi膮ty miot. Z biologicznego punktu widzenia to maszyny idealne. Wielkie jak kaukazy, sprytne jak wilki, a do tego pozbawione tego naturalnego, wilczego strachu przed cz艂owiekiem, bo genetycznie pami臋taj膮 zapach mundur贸w i wojskowych sto艂贸wek.
Pawe艂 zmarszczy艂 brwi, jako zoolog automatycznie analizuj膮c to zjawisko.
– To dlaczego oficjalnie nikt z tym nic nie robi? Odstrza艂 sanitarny, programy badawcze? Przecie偶 taka wataha hybryd wyci臋艂aby w pie艅 ca艂膮 zwierzyn臋 p艂ow膮 w powiecie.
Tomek upi艂 艂yk kawy, a jego wzrok przeni贸s艂 si臋 ze zdj臋cia na ciemne okno na ko艅cu korytarza.
– Bo one nie stanowi膮 ju偶 problemu, Pawe艂. Przez pierwsze dziesi臋膰 lat panoszy艂y si臋 wsz臋dzie. Ale od jakiego艣 czasu... znikn臋艂y. Wynios艂y si臋 na dalekie obrze偶a. Nasze fotopu艂apki prawie w og贸le ich nie rejestruj膮.
– Brakuje im po偶ywienia?
– Nie. Brakuje im odwagi – Tomek odwr贸ci艂 g艂ow臋 i spojrza艂 mu prosto w oczy. – Najgro藕niejsze drapie偶niki tych las贸w, pot臋偶ne hybrydy, kt贸re nie boj膮 si臋 my艣liwych ani drwali, uciekaj膮 na sam膮 granic臋 nadle艣nictwa. Nigdy nie zapuszczaj膮 si臋 w okolice Sektora Czwartego. Nawet je艣li 艣cigaj膮 jelenia, zatrzymuj膮 si臋 na linii dawnego ogrodzenia. Wiedz膮, 偶e tam w 艣rodku... rz膮dzi co艣 znacznie gorszego ni偶 one.



Komentarze
Prze艣lij komentarz