Czwarty Sektor, Cz. 14
Kilkanaście minut później szli wzdłuż bulwarów nad Wisłą. Wiatr znad rzeki był lodowaty, ale żaden z nich nie zwracał na niego uwagi.
– Wysięk lityczny – odezwał się w końcu Robert, przerywając milczenie. – Produkt metabolizmu. Żywa biologia.
Paweł patrzył w mętną wodę, jakby próbował coś w niej dostrzec.
– Biochemia się zgadza – powiedział cicho. – Tłumaczy, co stało się z drewnem.
Robert parsknął krótko, bez cienia humoru.
– Tłumaczy drewno – powtórzył.
Paweł milczał. Przez chwilę szli dalej w ciszy, aż w końcu Robert zatrzymał się gwałtownie.
– Powiedz mi jedną rzecz – rzucił. – Jakim cudem ten śluz zostaje idealnie na wysokości klatki piersiowej, z wyraźnym odciskiem tych nienaturalnie długich palców… jakby to coś tam stało i opierało się o framugę?
Paweł zacisnął szczękę.
– Nie wiemy, jak długo tam stało – odparł. – Mamy tylko próbkę z framugi.
– Słyszałeś profesora – uciął Robert. – Ta maź wydziela się tylko przy skrajnym skoku adrenaliny. W trybie bojowym. Śluz na drzwiach był wciąż świeży, dymiący. To stało dokładnie po drugiej stronie, napompowane morderczą furią. Chciało was rozszarpać. A potem nagle ruszyło w dół, jak tylko przekręciłeś klucz.
– Może to nie było wtedy? Może wycofało się wcześniej, a ten śluz po prostu wciąż ściekał?
Wiatr zawiał mocniej, marszcząc powierzchnię rzeki.
– I jeszcze jedno – dodał ciszej Robert. – Przebiegło przez całą klatkę i zniknęło na ulicy. Bez śladu. Tylko ta wżerająca się w farbę maź na framudze.
Paweł przymknął oczy na moment. Obraz wrócił natychmiast: pusty korytarz, opóźnione światło, deszcz i ta nienaturalna pustka na ulicy, jakby coś właśnie z niej zniknęło.
– Może ten śluz to kamuflaż – powiedział powoli.
Robert spojrzał na niego ostro.
– Kamuflaż nie opiera się o drzwi, Paweł. To miało ludzki kształt. Słyszałeś o strukturach komórkowych gruczołów, które wyizolował ze śluzu.
Cisza. Gdzieś daleko rozległ się dźwięk klaksonu.
– Profesor ma rację co do jednego – odezwał się w końcu Paweł. – To jest biologiczna broń. Ale to nie jest zwykłe zwierzę.
– Mutant w ludzkiej postaci – powtórzył Robert szorstko. – Dobra.
Zbliżył się o krok.
– Jaka istota – ciągnął Robert – najpierw lokalizuje sygnał w zamkniętym bloku, potem podchodzi pod drzwi, wchodzi w tryb czystej furii, zostawia na framudze śluz, a potem znika dokładnie w momencie, kiedy szarpiesz za klamkę?
Paweł poczuł, jak coś zimnego przesuwa mu się po karku.
– Eksperymenty genetyczne potrafią potwornie zniekształcić anatomię i zachowanie… – zaczął.
– Nie – przerwał mu Robert. – To nie był tylko ślepy, zwierzęcy instynkt.
Spojrzał w stronę rzeki, jakby nagle coś sobie przypomniał.
– Słyszałeś to wtedy? Zanim otworzyłeś drzwi.
Paweł uniósł wzrok.
– Co?
– To nie był szum wiatru na klatce – powiedział Robert ciszej. – To był oddech. Ciężki, mokry, ludzki oddech.
Paweł zamarł. Pamiętał. Wibracja w powietrzu, cichy, gardłowy, bulgoczący dźwięk… i było w tym coś tak przerażająco bliskiego człowiekowi, czego nie potrafił nazwać.
– Słyszałem – przyznał w końcu.
– I co? – zapytał Robert.
Paweł długo nie odpowiadał.
– Nie wiem – powiedział w końcu szczerze. – Ale to nie był zwykły zwierzak.
Wiatr niósł od rzeki zimny, wilgotny zapach.
– Profesor widzi w tym zmutowany, ludzki organizm – odezwał się po chwili Robert. – I może ma rację.
Spojrzał na Pawła.
– Tylko że ten mutant… zachowuje się jak coś, co podejmuje przerażająco świadome decyzje.
Paweł wbił wzrok w drugi brzeg.
– Jeśli to naprawdę wyhodowali w laboratoriach – powiedział powoli – i wciąż żyje…
Urwał.
– To co? – nacisnął Robert.
Paweł przełknął ślinę.
– To nie szuka już pożywienia – powiedział cicho. – Tylko celu.
Zapadła ciężka cisza. Gdzieś w oddali przejechał tramwaj, a jego metaliczny dźwięk rozszedł się echem po wodzie.
– Jeśli Ruscy to zostawili w Bornem – odezwał się w końcu Robert – to nie dlatego, że to był zły eksperyment.
Spojrzał w stronę ciemniejącego horyzontu.
– Tylko dlatego, że ktoś przestał nad tym panować.
Paweł skinął powoli głową.
– Albo – dodał – zrozumiał, że tego nie da się kontrolować.
Wiatr zawiał mocniej.
– I uciekł.



Komentarze
Prześlij komentarz